doktrynalia

Jak się habilitować, to tylko na wschodzie!

In Stopnie i tytuły naukowe on Listopad 18, 2013 at 8:52 am

Dobiegło końca jedno z najbardziej kontrowersyjnych postępowań habilitacyjnych w naukach prawnych w nowym trybie – Rada Wydziału Prawa w Białymstoku nadała stopień doktora habilitowanego doktorowi, któremu wcześniej odmówiono tego na WPiA UW (zob. poprzednie wpisy na ten temat: z listopada 2012 i z października br.).

Choć sprawa się skończyła, dyskusja pewnie będzie się jeszcze toczyć. Dla mnie głównym problemem jest to, że dowiedziałem się o decyzji Rady Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku dzięki temu, że … świeżo upieczony dr hab. zmienił tabliczkę na swoich drzwiach. Ani na stronie CK ani na stronie WP UwB nie znalazłem żadnych informacji na ten temat. To jest dla mnie prawdziwy paradoks reformy procedur habilitacyjnych – najlepsze wydziały prawa w Polsce (do jakich zaliczam np. WPiA UJ i WPiA UAM) nie mają żadnych problemów z ujawnianiem dokumentów z toczących się u nich postępowań habilitacyjnych, natomiast okazuje się to wielkim problemem dla CK i tych wydziałów, na których przechodzą habilitacje mimo negatywnych recenzji.

Przykład omawianej habilitacji (w tym również roli, jaką odegrała w niej CK) rodzi też pytanie, czy habilitacja nie powinna się stać procedurą wydziałową i odnosić skutki tylko na danym wydziale (z zachowaniem udziału recenzentów zewnętrznych, ale bez udziału czegoś takiego jak CK). No bo co ma zrobić rada wydziału, która uznała, że dana osoba nie spełnia kryteriów dla nadania stopnia doktora habilitowanego, a później inna rada wydziału nadała mu stopień? Zatrudnić na stanowisku profesora uczelnianego, przyznając, że ta inna rada wydziału ma rację? To może najuczciwiej by było, gdyby taka rada wydziału od razu zrezygnowała z uprawnień habilitacyjnych?

I kolejna kwestia – jeśli ktoś przez 8 lat uzbierał niewielki dorobek, mimo, że wisiał nad nim miecz habilitacji, jaka jest szansa, że po habilitacji zacznie prowadzić więcej badań naukowych i więcej publikować? Moim zdaniem – niewielka. To zaś prowadzi mnie do drugiego wniosku – habilitacja powinna być odnawialna – mianowanie na stanowisko profesora uczelnianego powinno mieć charakter czasowy i po upływie kilku lat powinien się odbywać nowy konkurs na dane stanowisko. Konkurs ten powinien przypominać obecną habilitację (recenzenci zewnętrzni), a nie obecne procedury, w których decydują niemal tylko i wyłącznie osobiste preferencje władz wydziału/instytutu/katedry.

Reklamy
  1. Oto moja odpowiedź:

    http://habilitant2012.blox.pl/2013/11/Pozwolmy-odpoczac-profesorom.html

    W skrócie: nie zgadzam się z Panem. Na pytanie, co ma zrobić rada jest prosta odpowiedź: Przeprowadzić postępowanie tak, żeby nie mogło być wobec niego żadnych zarzutów. I to wcale nie oznacza przepychania wszystkich.

    • Proszę nie traktować mojego wpisu, jako komentarz do tego konkretnego postępowania. Chodziło mi o odnotowanie pewnej ogólnej tendencji – są ośrodki, w których wybranym osobom, mimo negatywnych recenzji nadaje się stopień doktora habilitowanego (tak nie było w omawianej sprawie, ale moje oburzenie budzi fakt, że to właśnie do takiego ośrodka CK przekazała to postępowanie). W tej sytuacji powstaje pytanie, czy inne ośrodki powinny równać w dół? Zatrudniać na stanowiskach profesorów uczelnianych osoby, które uzyskały stopień doktora habilitowanego mimo negatywnych recenzji? (tu znowu widać, że nie komentuję tego konkretnego postępowania, bo habilitant miał same pozytywne recenzje). A nawet, jeśli się nie zdecydują na zatrudnienie na stanowisku profesora uczelnianego, to w obecnej sytuacji habilitacja daje niemal gwarancję dożywotniego zatrudnienia na stanowisku adiunkta. Proszę pamiętać, że za każdym razem, gdy ktoś mierny, ale z dobrymi układami, pozostaje na uczelni, to zajmuje miejsce komuś bardziej zdolnemu.
      Drugi ogólny problem, na jaki zwracam uwagę, to problem rozchwiania decyzyjnego – czy stopień nadaje rada wydziału, czy komisja habilitacyjna, a rada wydziału tylko go uroczyście zatwierdza? Rada WPiA UW stanęła na pierwszym stanowisku, zaś rada WP UwB – na drugim. Również w tym kontekście nie jest dla mnie istotne to konkretne postępowanie – ono tylko skłania do zadania pytania, ale samo pytanie jest ogólne, odnosi się do wszystkich postępowań. I co najistotniejsze – moim zdaniem, samo pojawienie się tego pytania świadczy o tym, że reforma procedur habilitacyjnych albo nie została przemyślana w szczegółach, albo została źle wyrażona w przepisach, które ją wdrażały. Jedno i drugie obciąża ministerstwo i sejm, a nie habilitanta i zainteresowane rady wydziału.

      • Pełna odpowiedź tutaj: http://habilitant2012.blox.pl/2013/11/W-reakcji-6527965279na-moja-odpowiedz-autor.html

        W skrócie, dopóki nie będziemy mieć pewności, że recenzja negatywna jest rzetelna, problem jest znacznie trudniejszy i w rzeczywistości nie ma rozwiązania.

        Co do decyzji: decyduje członek CK zasiadający w komisji. 🙂

      • Słyszałem o kilku ewidentnie niemerytorycznych przypadkach recenzji negatywnych w naukach prawnych, ale wszystkie dotyczyły starej procedury. W tych postępowaniach, których wyniki są dostępne w sieci, recenzje negatywne są wnikliwsze i bardziej rzetelne, niż recenzje pozytywne. Wydaje mi się, że świadomość, że recenzje są jawne powoduje, że złośliwcy się ograniczają. Ale oczywiście nie daje to gwarancji, że takie przypadki się nie pojawią w przyszłości i w tym zakresie zgadzam się z Panem. Uważam po prostu, że w przypadku rozbieżności pomiędzy recenzjami a rozstrzygnięciem komisji/rady wydziału zawsze powinno być prowadzone postępowanie wyjaśniające i jego skutkiem powinno być albo zawieszenie prawa recenzowania (nierzetelnym recenzentom) albo zawieszenie prawa nadawania stopni (nierzetelnym radom). Tylko, że to wymaga superrecenzji, a takiej kompetencji z pewnością nie powierzyłbym CK w jej obecnym składzie i przy takim personelu obsługującym CK, który nawet telefonu nie raczy odebrać.

  2. 1. „Czy inne ośrodki powinny równać w dół?” – te inne ośrodki mają pełną autonomię w zatrudnianiu nowych pracowników, mogą prześwietlić dorobek, słaba habilitacja nikogo do niczego nie zmusza. Problem leży gdzie indziej. W zdecydowanej większości przypadków habilitant w momencie uzyskania habilitacji nie zmienia miejsca zatrudnienia, ale wraz z habilitacją uzyskuje praktyczną nieusuwalność w dotychczasowym miejscu pracy. Oznacza to, że osoba, która nie spełnia lokalnych standardów może je ominąć poprzez otwarcie procedury w ośrodku znanym z łagodności. Skrajnym przykładem jest pewna słowacka uczelnia – kuźnia kadr profesorskich polskiej pedagogiki.
    2. Jak przystało na prawnika, bezpodstawnie utożsamia Pan habilitację z profesurą uczelnianą.
    3. Problem z zatrudnianiem „miernych” wynika z połączenia awansu naukowego z zawodowym. Jestem pewien, że większość „miernych” to ci, którym habilitację przyznali koleżanki i koledzy z wydziału, chcąc kolegę ochronić przed rotacją.
    4. Rozchwiania decyzyjnego nie ma – stopień nadaje RW, posiłkując się opinią KH. Tyle, że procedura faktycznie jest dziwna – RW nie widzi habilitanta, na swoje posiedzenie nie zaprasza recenzentów, działa jak kolegialny organ administracyjny (co to za potwór?) w oparciu o dokumenty, których większość członków RW i tak nie czyta, przy czym RW do takiego trybu nie jest przyzwyczajona. Źródłem rozchwiania jest prawdopodobnie konflikt w ministerstwie między reformatorami, którzy – gdy już zrozumieli, że nie zniosą habilitacji, to przynajmniej spróbowali wyprowadzić ją z przegniłych RW – a życiem. Pierwotnie były pomysły, by procedury awansowe całkowicie wyprowadzić z RW i oddać je w ręce CK!!! Okazało się jednak, że to jest nie do przeprowadzenia logistycznie. Więc mamy takiego potworka: KH przejmuje na siebie kwestie merytorycznej oceny habilitanta (co jest rozsądne: 7 osób wyda lepszy werdykt niż 50, z których 40 to dyletanci), ale w czyim imieniu miałaby KH nadawać ten stopień? Stąd pozostawienie ostatecznej decyzji radom wydziałów, po odebraniu im jednak większości „zabawek”. Jak ktoś przytomnie zauważył, RW zostały sprowadzone do roli analogicznej do roli prezydenta, który z automatu przyklepuje przygotowane mu przez kogoś innego wnioski profesorskie.

  3. Pan profesor ma racje. Habilitacji powinny nadawać jednostki naukowe, moze jednostki kategorii a, a nie b. Albo, jesli chcemy podnieść poziom, ośrodki kategorii a plus.

    • Tylko, że np. w naukach prawnych nie ma ani jednej jednostki z kategorią A+ (plotka głosi, że to właśnie dzięki temu psycholodzy mają dwie jednostki z tą kategorią).

  4. W każdej dziedzinie habilitacje powinny być nadawane tylko przez a i a plus. Oczywiście a powinny być włączone, ale B już nie. Bo jest taki problem, że nowa procedura często prowadzi do tego, że ręcenzenci z ośrodków słabszych kontrolują proces awansowy w lepszych. To powoduje, że w naukach ścisłych większość ręcenzji nie ocenia osiągnięcie stosując przepisy tzn skumulowany impact factor itd. i nie ocenia także znaczenia dla nauki. Zamiast tego jest pseudo formalny bełkot np. Ocena spójności dorobku itp. co przecież nie jest obowiązującym kryterium

  5. […] Teraz czekamy na to, co powie Rada Wydziału Prawa w Białymstoku? […]

  6. Odnawialna habilitacja? To ja proponuję odnawialny doktorat, odnawialnego magistra, itp. Co to za dziwaczne pomysły??? Co innego zatrudnienie na stanowisku profesora nadzw. – oczywiście; tutaj można by było rozważyć taką odnawialność. Po to, żeby habilitowani nie stawali się nierobami, jak to się dzieje obecnie w odniesieniu do pewnej części nowo mianowanych samodzielnych pracowników naukowych. Którzy zresztą robią habilitację tylko po to, by móc już potem nic nie robić i do końca życia zawodowego spożywać słodkie frukta pracy swojej.

    Kolejny dziwaczny pomysł to uprawnienie do nadawania habilitacji uzależnione od literki a czy b w ocenie parametrycznej ośrodka. To przecież bzdura. Niby co ma piernik do wiatraka? Załóżmy hipotetyczną – podkreślam to słowo -sytuację: w ośrodku jest 10 profesorów i 90 innych pracowników naukowych. Tak sie złożyło, że profesorowie byli pracowici i wypuścili 10 publikacji (po jednym na łeb /rok), a reszta pracowników była nierobami, albo się dopiero kształtują naukowo i wypuściła zaledwie drugie dziesięć (czyli jedną na 9 osób /rok). Jaką ocenę uzyska ten ośrodek? Pewnie niewysoką. Ale czy to znaczy, że ma złych samodzielnych pracowników? Że nie mają kompetencji do przeprowadzenia przewodu hab.? Co ma piernik do wiatraka??? Po co zmieniać rzeczy, które akurat zmian nie wymagają? Czy jeśli jakiś profesor zdobył Nobla, ale aktualnie już nie publikuje, to przestał mieć kompetencje do oceny dorobku habilitanta?
    Nie, to są pomysły naprawdę dziwaczne. Stopień naukowy jest pewnym osiągnięciem. Nie można go odbierać, nie można go „odnawiać”.

    • Mógłbym się zgodzić, że to zatrudnienie na stanowisku prof. uczelnianego powinno być odnawialne, a nie habilitacja. Tylko jak to zrobić, żeby to nie lokalny układ decydował o warunkach tego odnowienia? Obecnie habilitacja jest pod tym względem jednak nieco bardziej zobiektywizowana. Może wystarczyłoby, żeby dokumentacja z konkursów na stanowiska prof. podwórkowych była jawna (publikowana na stronie wydziału)?
      Wizja wydziału, na którym to profesorowie prowadzą wnikliwe badania, a adiunkci się obijają rozczuliła mnie do łez:) Jeśli jednak mam ją traktować poważnie, to odpowiadam kontrargumentem: przecież to profesorowie są szefami katedr, więc to oni odpowiadają za trzymanie nierobów w pracy. Nawet więc przy tej wizji uważam mój postulat za słuszny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Piotr Stec

Nauka i prawo

Robię habilitację

blog o "perełkach" polskiej doktryny prawniczej

Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki

blog o "perełkach" polskiej doktryny prawniczej

%d blogerów lubi to: