doktrynalia

Archive for Marzec 2014|Monthly archive page

Pedagog

In Stopnie i tytuły naukowe on Marzec 27, 2014 at 7:41 pm

Na blogu prof. B. Śliwerskiego przeczytałem krytyczny wpis na temat artykułu M. Wrońskiego o postępowaniu habilitacyjnym, jakie toczyło się kilka lat temu na UKSW. Nie zwróciłbym uwagi na ten wpis, gdyby nie to, że jego autor mocno krytykuje M. Wrońskiego, a to zawsze działa na mnie jak sygnał ostrzegawczy. Okazuje się, że autor bloga był recenzentem w omawianym przewodzie i wraz z innymi recenzentami nie wykrył plagiatu w recenzowanej pracy. Krytykuje M. Wrońskiego, gdyż odebrał jego artykuł jako zarzut pod adresem recenzentów, że nie wykonali porządnie swojej pracy. Osobiście uważam, że recenzent, który nie wykrył plagiatu w rozprawie habilitacyjnej może być usprawiedliwiony tylko wtedy, gdy splagiatowana praca była niedostępna w językach, którymi się posługuje. Dlatego na miejscu prof. Śliwerskiego nie obrażałbym się na M. Wrońskiego, tylko przeprosił wszystkich zainteresowanych, czyli środowisko zajmujące się daną dziedziną nauki. Bo przecież zapłacono mu duże pieniądze za zweryfikowanie rzetelności danej pracy właśnie po to, by to środowisko mogło skutecznie funkcjonować.

Nadal jednak nie zdecydowałbym się na poruszenie tej sprawy na moim blogu, bo nie dotyczy ona nauk prawnych, gdyby nie to, że w dyskusji pod wpisem pojawił się postulat, by recenzentów w przewodach habilitacyjnych, których wyznacza CK, wybierać w drodze losowania, a nie tak, jak to się robi obecnie. Zastanowił mnie ten postulat, bo na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma on nic wspólnego ani z wpisem na blogu, ani z przypadkiem opisanym przez M. Wrońskiego. Postanowiłem jednak sprawdzić, o co chodzi w tym komentarzu i zajrzałem na profil prof. Śliwerskiego w bazie Ludzie nauki. I zatkało mnie… Okazuje się, że prof. B. Śliwerski od grudnia 1997 r. do lipca 2013 r. był recenzentem w co najmniej 78 przewodach doktorskich i habilitacyjnych. Co to oznacza?

Po pierwsze – nie da się rzetelnie zweryfikować czyjegoś dorobku i rozprawy habilitacyjnej, jeśli się przyjmuje jednocześnie po kilka recenzji. Więc to, że prof. Śliwerski nie wykrył plagiatu opisanego przez M. Wrońskiego, nie jest przypadkiem. Przy tej ilości recenzji, jakie sporządzał, nie był w stanie rzetelnie zbadać recenzowanych rozpraw. W dniu, w którym na UKSW odbywało się kolokwium habilitacyjne opisane przez M. Wrońskiego (7 lipca 2009 r.), w Bydgoszczy odbywało się inne kolokwium habilitacyjne, w którym prof. Śliwerski był recenzentem. A miesiąc wcześniej (w czerwcu 2009 r.) odbyły się jeszcze dwa inne kolokwia, w których recenzentem był prof. Śliwerski oraz obrona doktoratu, którego był promotorem. A przecież w tym czasie pełnił też wiele innych wymagających funkcji, publikował, występował na konferencjach.

Po drugie – część recenzji CK zleciła prof. Śliwerskiemu, gdy pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego właściwej sekcji. Nie wiem, czy teraz, gdy został on przewodniczącym tej sekcji nadal zleca sam sobie recenzowanie kolejnych rozpraw, ale uważam, że obie te sytuacje nie powinny mieć miejsca.

W kontekście obu tych spostrzeżeń, postulat by recenzentów wyznaczanych przez CK dobierać w drodze losowania, należy potraktować całkiem poważnie. Sprawa ta dobitnie świadczy o tym, że główną odpowiedzialność za złą opinię o CK ponoszą sami jej członkowie. Uważam, że w ustawie powinien znaleźć się zakaz wyznaczania członków CK na recenzentów oraz wyraźne określenie ilości kadencji, na jakie można być wybranym do CK.

[Aktualizacja 7.04.2014: wpis na blogu prof. Śliwerskiego zniknął]

Reklamy

Cykl + WPiA UW = odmowa

In Stopnie i tytuły naukowe on Marzec 21, 2014 at 5:30 pm

Na stronie WPiA UW zostały opublikowane dokumenty z drugiego w historii tego Wydziału postępowania habilitacyjnego, w którym „osiągnięciem” był cykl publikacji. Podobnie jak w pierwszym wypadku recenzje i uchwała komisji habilitacyjnej były pozytywne (choć nie tak jednoznacznie, jak za pierwszym razem). Równie podobny jest wynik postępowania – Rada WPiA UW odmówiła nadania stopnia doktora habilitowanego.

Teraz czekamy na to, co powie Rada Wydziału Prawa w Białymstoku?

Nie ma „darmowych” obiadów i nie ma „darmowych” publikacji (?)

In Parametryzacja, Publicystyka on Marzec 13, 2014 at 11:13 am

W serwisie „Nauka w Polsce” przeczytałem sprawozdanie z konferencji na temat „Opening Science to Meet Future Changes”, która odbyła się w Warszawie we wtorek 11 marca 2014 r.

Generalnie jestem zwolennikiem otwartych publikacji, ale zmroził mnie jeden fragment w notatce PAP:

„Prof. Nicholas Canny z Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC) w rozmowie z PAP przyznał, że aby polscy badacze mogli w pełni korzystać z otwartego dostępu, konieczne może być poniesienie pewnych kosztów. Przygotować należy np. infrastrukturę, dzięki której udostępniane mogą być publikacje (chodzi tu m.in. o repozytoria, w których publikowane mogą być publikacje). Innym z kosztów, które pojawiają się przy Open Access są opłaty, które musi ponieść autor, który chce za pośrednictwem czasopism naukowych bezpłatnie udostępnić swoją publikację – zauważył profesor.

Dodał, że międzynarodowe czasopisma często wymagają takich opłat; w przypadku publikacji Open Access takie opłaty wynosić mogą np. 750 euro – 3 tys. euro. „Potrzebne będą środki, aby sprostać tym wymaganiom” – powiedział prof. Canny i dodał, że w przeciwnym razie polscy badacze będą wyłączeni z publikacji w pewnych czasopismach. „Hipotetycznie otwarta nauka mogłaby być za darmo, ale w tym momencie nie zawsze jest to możliwe” – przyznał ekspert.”

Wiem, że takie zasady obowiązują w niektórych amerykańskich i zachodnioeuropejskich czasopismach, ale nie zamierzam publikować w tego typu czasopismach, nawet jeśli na liście ministerialnej mają one więcej punktów. Sprzeciwiam się oddawaniu nauki w ręce menadżerów, którzy wszystko traktują jako produkt i na wszystkim chcą jak najwięcej zarobić. To nowa odsłona tego samego podejścia, które spowodowało, że uczeni zaczęli protestować przeciwko polityce wydawców komercyjnych. Do tej pory wydawcy ci ograniczali dostęp do publikacji naukowych, ustalając absurdalnie wysokie ceny za te publikacje, a teraz, gdy pojawiły się postulaty udostępniania publikacji naukowych w sposób otwarty, próbują utrzymać poziom dochodów, zmuszając naukowców do płacenia za możliwość publikowania. Mogą sobie na to pozwolić tylko dlatego, że posiadają prawa do tytułów czasopism, które są wysoko punktowane.  W ten oto sposób państwa wprowadzając określone sposoby parametryzacji oceniania wyników badań naukowych i uzależniając od nich przyznawanie grantów publicznych, same powodują, że granty te muszą być częściowo przeznaczane nie na badania, lecz na zyski wydawców publikujących wyniki tych badań. Społeczeństwo traci na tym podwójnie. Po pierwsze – mniej pieniędzy publicznych pozostaje na same badania. Po drugie – o tym, jakie wyniki zostaną opublikowane zaczyna decydować nie jakość przeprowadzonych badań, lecz zasoby finansowe przeznaczone na zapłacenie za opublikowanie danych wyników.

Tylko wspólnym wysiłkiem środowisk naukowych możemy doprowadzić do sytuacji, gdy wysoko punktowane będą czasopisma nie traktujące publikowania wyników badań naukowych jako biznesu, na którym trzeba jak najwięcej zarobić.

Nowy zespół do oceny czasopism naukowych

In Parametryzacja on Marzec 10, 2014 at 11:27 am

E. Kulczycki donosi na swoim blogu, że został powołany w skład ministerialnego zespołu zajmującego się oceną czasopism naukowych. Z tego co się zorientowałem, E. Kulczycki będzie zdecydowanie najmłodszym członkiem tego zespołu.

Z zarządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 4 marca 2014 r. w sprawie powołania Zespołu specjalistycznego do oceny czasopism naukowych dla potrzeb przyszłej oceny parametrycznej i sporządzenia wykazu wybranych czasopism naukowych, wynika, że nauki prawne znowu reprezentuje pracownik WPiA UAM, ale tym razem jest to dr hab. Adam Olejniczak, prof. UAM. Nie wiem, jakie Pan Profesor ma kompetencje w zakresie parametrycznego oceniania wyników badań naukowych, ale skoro zgodził się wziąć udział w pracach omawianego zespołu, to w tej kadencji to on jest odpowiedzialny za przedstawianie problemów, jakie rodzi ocena parametryczna wyników badań z zakresu nauk prawnych i za weryfikację ankiet składanych przez poszczególne czasopisma. Szczególnej uwadze Pana Profesora polecam czasopisma, z których ankiet wynika, że są lepsze od Państwa i Prawa, w tym Białostockie Studia Prawnicze, Monitor Prawa Celnego i Podatkowego oraz Zeszyty Prawnicze UKSW.

Jak to zrobić, żeby lista B lepiej odzwierciedlała różnice pomiędzy faktycznym poziomem czasopism naukowych? Tworząc kompletną bazę cytowań dla tych czasopism i uzależniając liczbę punktów od współczynnika cytowań do liczby wszystkich artykułów w danym czasopiśmie, a nie uzależniając liczbę punktów od tego, ile artykułów jest publikowanych w danym czasopiśmie i jak często się ono ukazuje. Z braku bazy cytowań warto rozważyć przyznawanie punktów za afiliację czasopisma przy jednostce naukowej z uwzględnieniem kategorii tej jednostki, ale to znacznie gorsze rozwiązanie.

Prof. Żylicz o dominacji przeciętności w polskiej nauce

In Publicystyka on Marzec 4, 2014 at 8:32 am

Z opóźnieniem przeczytałem wypowiedź prof. M. Żylicza w lutowym numerze „Forum Akademickiego”. Wydaje mi się, że przypadkowo jest to świetny komentarz do poprzedniego wpisu. 

Diagnoza prof. Żylicza jest następująca:

nawet „na najstarszym i jednym z najlepszych polskich uniwersytetów jedna trzecia ludzi pracuje, jedna trzecia może jest średnia, a reszta – w ogóle nie pracuje naukowo. Mamy zatem dwie trzecie zatrudnionych, którzy nie pracują tak wydajnie, jakbyśmy oczekiwali od naukowców. Te osoby są członkami rad wydziałów i instytutów. Dzięki swej przewadze liczebnej mogą wygrywać wszystkie głosowania. Czy osoby, które nie pracują efektywnie, a mimo to robią „kariery” naukowe, będą promowały najlepszych, którzy pozostają w mniejszości?”

Zgadzam się z tą z diagnozą. Co ważne, prof. Żylicz podkreśla, że

„to nie jest konsekwencja złych ustaw, złego prawa. To rezultat naszych indywidualnych postaw, naszego codziennego podejścia do funkcjonowania nauki. Żadne prawo, nawet najlepsze, nie zastąpi etycznego zachowania każdego z nas. W ustawach nie da się zapisać, że powinniśmy być porządnymi ludźmi. Próba prawnego usankcjonowania wszystkiego, każdego przypadku i wyjątku, nie ma sensu. W ten sposób przepisy stają się zbyt szczegółowe, przeregulowane i na dodatek zmieniają się za często, bo wciąż odkrywamy w nich nowe luki. Nie trzeba ich zatem doprecyzowywać. Trzeba zmieniać mentalność tak, by nieetyczne zachowania nie były akceptowane, ale piętnowane przez samo środowisko naukowe. Obowiązku uczciwego postępowania nie da się zapisać w ustawie.”

Zgadzam się z tym wszystkim. Jednocześnie jednak nie można być naiwnym i sądzić, że te dwie trzecie polskich naukowców przeczytają wypowiedź prof. Żylicza, uderzą się w piersi i bez żadnej ingerencji ze strony prawodawcy sami się wezmą do pracy.

Piotr Stec

Nauka i prawo

Robię habilitację

blog o "perełkach" polskiej doktryny prawniczej

Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki

blog o "perełkach" polskiej doktryny prawniczej